Od wczesnych lat dwutysięcznych zaobserwować możemy trend w instytucjach kultury, które coraz bardziej zwiększają edukacyjną sferę swej działalności. Niezależnie czy bierzemy pod uwagę oddział muzeum narodowego , niewielki dom kultury lub też przedszkole samorządowe, wszędzie spotkamy się z mniejszą lub większą ofertą warsztatów plastycznych, lekcji muzealnych lub pokazów angażujących manualnie najmłodszych, a nawet ich rodziców.
Jesienne domowe warsztaty plastyczne
Nie zawsze jednak musimy wybierać się na warsztaty plastyczne. Przy odrobinie wyobraźni i wolnego czasu jesteśmy w stanie sami stworzyć rodzinną mini pracownię pełną radosnej, niczym nieskrępowanej zabawy. Co ważne, prace naszych pociech wcale nie muszą generować jakichś niewyobrażalnych kosztów, przecież nakład środków i materiałów może być zredukowany przez wprzęgniecie do arsenału naszych materiałów plastycznych chociażby:
• przedmiotów codziennego użytku,
• surowców wtórnych,
• zbędnych tekstyliów,
• starych gazet, czasopism, kartonów,
• materiałów biurowych,
• szkolnych materiałów plastycznych,
• darów natury.
Pamiętajmy, że jesień sprzyja w tworzeniu z darów natury, a nierzadko to właśnie te ostatnie stanowią o atrakcyjności amatorskich warsztatów plastycznych. Poza tym samo gromadzenie zbioru materiałów bywa przyczynkiem do znakomitej zabawy. Zbieranie surowców „domowego” pochodzenia daje nierzadko powód do przetrząsania zapomnianych często czeluści i tajemniczych, bo niedostępnych dla dzieci, zakamarków naszego gospodarstwa domowego. Kompletowanie zaś darów jesieni to pretekst do rodzinnego spaceru po miejskim parku lub wypadu do lasu.
Dary jesieni
Zacznijmy od tego, co z darami jesieni kojarzy nam się najbardziej, a więc od tzw. „ludzików z kasztanów”. Całą tę różnorodną menażerię, jak postacie, zwierzątka czy abstrakcyjne kształty geometryczne niezwykle łatwo można wykonać. Musimy jedynie zadbać o główny surowiec, czyli kasztany, żołędzie lub łupiny orzechów.
W procesie tworzenia wesprzyjmy się patyczkami (np. tymi do szaszłyków), zwykłymi wykałaczkami lub patyczkami-mieszadełkami z lokalnej kafeterii, serwującej kawę na wynos.
Jeśli chodzi o same kasztany i żołędzie, szybko spostrzeżemy, że możemy wykorzystać same nasiona, jak i ich osłonki. Przy połączeniach patyczkami lub wykałaczkami wspomóc się możemy, tworząc dziury w nasionach szydłem szewskim lub szpikulcem krawieckim. Gdy jednak będziemy mieć z tym trudności użyjmy pistoletu na klej zgrzewczy, pamiętając oczywiście o bezpieczeństwie najmłodszych uczestników zabawy.
Ozdabianie takich „ludzików”, „zwierzątek”, to już ogromne pole do popisu dla naszej wyobraźni. Jeże ozdobimy króciutkimi wykałaczkami lub nawet kolorowymi pinezkami tablicowymi. Nasze „ludziki” natomiast ożywimy, jeśli zadbamy o czapeczki z żołędzi, kończyny z gałązek lub ubranka z gazet, kolorowej bibuły lub nawet długich liści.
„Kartonowe miasto” w jesiennej aranżacji
Każdego, kto kiedykolwiek budował w dzieciństwie miasto, budynek czy zamek z klocków, które dostał od rodziców w prezencie pewnego dnia naszła kiedyś myśl, że podobną konstrukcję można by zrobić z czegoś innego. Ale z czego? A chociażby z pustych kartonów i kartoników po perfumach, butach, herbacie, lekarstwach. Nasze „miasto” tworzyć tu możemy w dowolnej konfiguracji, swobodnie łącząc elementy za pomocą zwykłego szkolnego kleju i/lub plasteliny.
Jeśli chcemy mu zaś poświęcić więcej uwagi i środków by je uatrakcyjnić, pomyślmy o grubej tekturze, która mogłaby stanowić powierzchnię miasta, a wtedy pomiędzy budynkami pojawi się miejsce na drzewa stworzone z jesiennych liści i gałązek. Do podłoża przytwierdzimy je za pomocą plasteliny. Z podobnych materiałów, jak drobne gałązki czy patyczki do szaszłyków stworzymy całą urbanistyczną infrastrukturę: przęsła mostu, lampy uliczne, wysięgniki tramwajów, anteny na drapaczach chmur, itp. Całość możemy pomalować lub okleić papierami kolorowymi, odpowiednio dobierając okna, szyldy z nazwami firm czy inne elementy architektoniczne.
Sezonowe wieńce z darów natury
W Stanach Zjednoczonych szczególną popularnością w okresie Świąt Bożego Narodzenia cieszy się pewien specyficzny rodzaj ozdoby. Christmas Ring, bo o nim tu mowa, został przywieziony do Ameryki przez anglosaskich pielgrzymów i osadników, ale rzecz jasna ma pochodzenie jeszcze wcześniejsze. Już we wczesnym średniowieczu przodkowie germańskich plemion, jak i naszych słowiańskich, budowali z tego, co mieli pod ręką, z tego, czym obdarowała ich miejscowa przyroda. Podobnie było z ozdobami. Święta pogańskie, a potem chrześcijańskie wymagały specjalnej oprawy. Poszukiwano, więc części roślinności, którymi dałoby się ozdobić domostwo, świątynię czy też własny ubiór. Takie też jest pochodzenie wieńców.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, byśmy taki wieniec stworzyli poza „sezonem” – ozdobi nam on drzwi wejściowe, ogrodowy stół czy nawet balkon w wielkiej płycie. Do zabawy potrzebować będziemy, na początek chęci do dłuższej wędrówki po lesie lub miejskim ogrodzie, oraz wytężonego wzroku i odrobiny kreatywności. Szukamy przede wszystkim długich i giętkich gałązek, które będą bazą do naszego wieńca, poza tym gałązek z przytwierdzonymi do nich liśćmi, żołędziami, szyszkami, itp. Te, które znaleźliśmy luzem możemy potem przytwierdzić do wieńca za pomocą niewidocznej, kolorowej nitki w barwach jesieni lub klejem zgrzewczym.
Samą podstawę ringu tworzymy z gałązek lub witek wierzbowych, pozaginanych tak, by wyodrębnić okrąg pasującej nam średnicy i grubości. Na rynku jest kilku wytwórców takich ringów, produkowanych najczęściej z grubej warstwy słomy, z przeznaczeniem właśnie na owe etno-warsztaty. Nie musimy ich oczywiście kupować, ale w dobrym sklepie dla plastyków możemy podpatrzyć ich konstrukcję. Zauważymy wtedy, że dla ustabilizowania okręgu gruba słoma jest co kilka centymetrów obwiązana cienkim sznureczkiem lub nitką.
Możemy oczywiście zastosować ten sam patent, dzięki czemu naszym pociechom łatwiej będzie przymocować różnorodne ozdoby. Zależnie od pomysłowości naszego dziecka, nad oknem zawiesimy wieńce wypełnione kolorowymi tasiemkami, kwiatami z parku, elementami zabawek, surowcami wtórnymi czy darami jesiennej natury, jak owoce jarzębiny.
Co nam przyniesie jesień w darze?
Dysponując wystarczającą ilością wolnego czasu i, co ważne, cierpliwością dzieci, możemy pokusić się o realizację bardziej skomplikowanego projektu, i to w oparciu o jesienną przyrodę. Czasem nam do głowy nie przyjdzie pomysł, iż moglibyśmy wykorzystać dziecięce zainteresowanie tym, co dziecko widzi i znajduje w trakcie spacerów.
W oparciu o to, co jesień przyniesie nam w darze, może stanowić do stworzenia prostej „planszówki”. Zależnie od wieku i zaangażowania uczestników da się przygotować prostą grę w klasy bezpośrednio na podłożu (choćby z patyków znalezionych w lesie) lub też trudniejszą w budowie grę planszową. Do tej ostatniej potrzebujemy dużego formatu kartę grubego brystolu . Planszę możemy pomalować i tak przygotowaną wyposażamy w pola, po których będą się przemieszczały nasze pionki – mogą nimi być żołędzie, szyszki, a nawet „fajne” kamyki przyniesione z lasu lub ogrodu.
Pozwalając dziecku na aktywny udział, nie tylko doskonalimy jego manualne umiejętności, lecz również wzmocnimy nasze rodzinne relacje i podniesiemy poczucie wartości własnej małego plastyka, doceniając tym samym jego wysiłek.
